“… strach robi z nas idiotów.”

— feeling smile
Cofnąć czas - Samantha Young, Ewa Ciszkowska

“… naprawdę poznajesz kogoś dopiero, gdy z nim zamieszkasz.”

 

Długo wyczekiwany przeze mnie kolejny tom serii On Dublin Street, o grupie wspaniałych przyjaciół i ich rodzin, o ich problemach i walce z tragiczną przeszłością. Poprzedni tom wiele osób rozczarował. Nagły przeskok czasowy pomiędzy tomem trzecim a czwartym, wprowadził w niemałe zaskoczenie, a nawet osłupienie. Nagle osoby, które wchodziły dopiero w okres dojrzewania, teraz są dorosłymi ludźmi i sami szukają swojego miejsca. Mi jednak ów zabieg nie przeszkadzał i z przyjemnością czytałam o dorosłej Hannah, pomocy Cola i gdzieś tam na dalszym planie o reszcie bohaterów z poprzednich tomów – bohaterów, którzy nagle mają już gromadkę dzieci.

 

Tym razem poznajemy losy Cola. Faktycznie, był on od samego początku postacią intrygującą i zastanawiałam się, kiedy na niego przyjdzie kolej. Pamiętam jego przeszłość i jak stawał na własnych nogach, walkę jego siostry i pomoc ukochanego siostry. Cały jeden tom poświęcony próbie stworzenia normalnej, kochającej rodziny, by Cole mógł wychowywać się normalnie, by zaznał, czym jest spokój, cisza i bezpieczeństwo. A przyjaciele Cama, wybranka siostry, nauczyli go, co to znaczy być prawdziwym mężczyznom. Dzięki temu, w “Cofnąć czas” widzimy skutki takiego wychowania, które mnie osobiście roztapiały. Nie jedna z czytelniczek zapragnęła takiego Cola tuż obok siebie i z pewnością inaczej teraz spojrzy na mężczyzn przyozdobionych licznymi tatuażami. Poznajemy też nową kobietę, Shannon, która właśnie wyszła ze swej tragedii i dopiero próbuje stanąć na nogi. Walczy nie tylko z koszmarami świeżej sprawy, ale także z pociągiem do Cola i silnym postanowieniem nie pakowania się w kolejne romanse, kłopoty. Jak im to wyjdzie? Z pewnością rozbawią czytelnika nie jeden raz, ale także wywołają szereg sprzecznych, silnych emocji. Przynajmniej u mnie tak było.

 

Podsumowując: Uznaję, niestety, że ów tom był najsłabszym z całej dotąd wydanej u nas serii. Głównie z powodu walki głównych bohaterów. Dotąd uwielbiałam książki S. Young, ponieważ poza romansem i erotyką, pokazywała ludzi walczących o lepsze jutro, walczących z przeszłością, by móc pomyśleć o przyszłości. Jej książki wywoływały u mnie nie tylko uśmiech i płacz, ale także niosły coś za sobą, zmuszały czytelnika do zatrzymania się i przemyślenia. Taka książka z morałem. W tomie piątym nie zauważyłam tego. Owszem, czytało się bardzo przyjemnie i spędziłam z tą książką cudowne chwile, ale zabrakło mi właśnie tego czegoś, co autorka cudownie opisała w tomach poprzednich. Tym razem jedynym morałem było, by nie oceniać ludzi po okładce, a dać im szansę poznać siebie naprawdę. Polecam gorąco, bo warto po nią sięgnąć. Przyjemna. Wciągająca. I z pewnością pozostaje w pamięci i sercu czytelnika jeszcze na długo.

Źródło materiału: http://smag-rekomendacje.blogspot.com