Wybory... wieczne wybory...

Jest taki okres w życiu każdego czytelnika, gdy otoczony książkami czuje się tak naprawdę samotny. Ja ponownie osiągnęłam ten stan. Stosiki nie przeczytanych pozycji ułożone wokół mnie. Czytnik kusi z nocnej szafeczki, gdzie go wczoraj zostawiłam po nocnym czytaniu. Podchodzę do regału i sięgam kolejno po każdą z pozycji. Dotykam. Gładzę. Czasem powącham ponownie strony. Przyjrzę się jej. I zacznę czytać. Tylko po to, by po pierwszych pięciu stronach ponownie ją zamknąć i odłożyć na miejsce. Sięgam po kolejną. I znów nie to. Kręcę noskiem na każdy tekst. Mam ochotę na coś gorącego. Romans. Ale też z elementami fantasy. A może tylko grzeszny biurowy romans? 

 

Sama nie wiem, czego chcę. Jak mogę zatem oczekiwać od książek tego, że mnie w pełni zadowolą?

 

I tu sprawdza się powiedzenie - im więcej książek przeczytasz, tym trudniej będzie ci odnaleźć tą swoją jedyną, wymarzoną, która w pełni cię usatysfakcjonuje. Im więcej przeczytasz, tym gorzej będzie cię zadowolić.