Wschodzący księżyc

Wschodzący księżyc - Keri Arthur Wcześniej przeczytałam to w styczniu 2011, dostała ode mnie wówczas tylko cztery gwiazdki i oto moja ówczesna opinia: "Szkoda, że nie ma połowicznych ocen, gdyż zastanawiałam się pomiędzy dobrą a bardzo dobrą ;) Świetnie się czytało. Szybko. Dużo akcji. Ale jedyne, co mi przeszkadzało to zbyt dużo seksu. W końcu to powiedziałam i nie dotyczyło to żadnej książki L.Hamilton ;) Porywająca specjalnie nie jest, chociaż z każdą kolejną stroną wciągała mnie. Nierozwiązane wątki dają do myślenia - kim są jej prawdziwi wrogowie. I jak na kogoś, kto był oszukiwany przez prawie wszystkich, Riley niesamowicie szybko dochodzi do siebie, wręcz prawie się tym nie przejęła. Liczyłam na więcej dopracowania emocjonalnego głównej bohaterki. Tak czy siak, sporo mi brakowało w tej książce, ale i tak wiem, że sięgnę po część drugą :)". Przeczytałam to także we wrześniu 2014 i... no cóż, nieco zmieniam zdanie. Naprawdę mnie wciągnęła. Sytuacje erotyczne nie były dla mnie zniechęcające. Nie omijałam żadnych opisów. Czytałam od deski do deski. Nie wywołała może wypieków na mojej twarzy, ale uważam to za bardzo dobrą lekturę. idealną na spędzenie z dnia doby, gdy za oknem deszcz leje i nocą szaleje burza. Odkryta na nowo, sprawiła, że chce poznać kolejne tomy :)