Lie Next to Me - Sandi Lynn

Na naszym rynku pojawiła się dzięki

Wydawnictwu Amber,

pod tytułem: "Przytul się do mnie".

 

Nadszedł wieczór przed długim weekendem majowym, postanowiłam więc zabrać się za ciekawy romans z erotyką. Idealnie by pasował do kieliszka wina w mojej dłoni. I tak oto trafiłam na nową serię Miłość milionera. Spodziewałam się oczywiście gorącego romansu, czegoś na wzór znanego Greya. I faktycznie, autorka tym mnie nie zawiodła. Było to bardzo, a to bardzo tworzone pod literaturę E.L.James. Pokój zabaw, jego dystans i dominacja w każdej dziedzinie życia. Nie mamy tu jednak naiwnej, słodziutkiej Any. Poznajemy naiwną, ale i skrzywdzoną przez życie Rory. Oraz równie niedostępnego i skrzywdzonego milionera. A jaka jest sama książka?

 

Znajoma nazwała ją torpedą. I w pełni się z nią zgadzam. Wszystko w tej książce dzieje się na najwyższych obrotach, jak gdyby sama autorka nie miała cierpliwości albo pomysłu na rozbudowanie tej treści. To jest ogromny minus tej pozycji, przez który chciałam ją odłożyć już po paru pierwszych rozdziałach. Wszystko koszmarnie nierealne, działanie w pośpiechu. Przypominało mi to niesamowicie te czerwone harlequiny. Nagłe wybuchy uczuć, a chwilę potem złość na wszystko i wszystkich. Rory kochająca, a chwilę potem robiąca sceny. Nawet normalny mężczyzna nie wytrzymałby z taką kobietą i sam chętnie wykopałby ją z domu, a co dopiero Ian. I jego przyjaciele – albo otwarcie mówiący o chęci seksu z bohaterką i to tuż pod nosem pana domu, albo stający po jej stronie przeciwko Ianowi. Co to za przyjaciele? Nie rozumiałam większości relacji bohaterów i omijałam wiele ich dialogów, scen. Kręciłam oczami czytając i patrzyłam tylko co parę stron, ile jeszcze zostało mi do końca. Uparłam się po prostu, że to przeczytam. Zatem albo ta pozycja autorki jest tak beznadziejna, albo zostało skopany przekład tej książki.

 

Nie sięgnę po kolejny tom.

 

I zdecydowanie nie polecam.

Źródło materiału: http://smag-rekomendacje.blogspot.com